Moje impresje

Szczerość przede wszystkim

15355393077_529fa1348f_k

Zrobienie wywiadu rzeki to trudne zadanie. Zrobienie dobrego wywiadu rzeki jeszcze trudniejsze. Trzeba prowadzić rozmowę tak, aby czytelnik miał wrażenie uczestnictwa w towarzyskim, luźnym spotkaniu, a nie bycia albo natrętnym gościem podczas przyjacielskiej wizyty albo świadkiem wieczoru autorskiego, na którym serwuje się dobrze znane fakty. Markowi Piekarczykowi i Leszkowi Gnoińskiemu udało się to całkowicie.

Czytając „Zwierzenia kontestatora” mamy wrażenie, jakbyśmy siedzieli z oboma panami przy stoliku i przysłuchiwali się (właśnie przysłuchiwali a nie czytali) przyjacielskiej rozmowie i jednocześnie nie byli z niej wykluczeni, a przeciwnie, wręcz zaproszeni do dialogu. W tej książce dostajemy nie tylko historię polskiego rocka, dzieje jednego z najpopularniejszych zespołów, historię PRLu i wszystkiego co z nim związane; od zasad, którymi rządził się wówczas polski przemysł muzyczny po system kolejkowy, ale też potężną dawkę informacji na temat prywatnego i osobistego życia Marka Piekarczyka.

Wokalista, mam wrażenie, odsłonił się niemal całkowicie, nie bojąc się śmieszności czy wręcz krytyki. Dzieciństwo, relacje z kobietami, dziećmi, przyjaciółmi, a wszystko na tle najpierw topornych lat 70 i 80 tych, a potem szalonych lat 90tych, podróż do Ameryki i próba poradzenia sobie w zupełnie nowym miejscu – to wszystko znajdziemy na kartach „Zwierzeń kontestatora” i są to rzeczywiście zwierzenia. Intymne, kameralne, a przede wszystkim szczere aż do bólu. Jest to właściwie zapis rozmowy przyjaciół gawędzących o życiu przy piwie i wspominających dawne czasy. Podsłuchujemy ich, jednak dzięki klimatowi, jaki udało się stworzyć przez Marka Piekarczyka, nie czujemy się intruzami.

Dawno nie czytałam tak szczerej, a jednocześnie ciekawej rozmowy na tematy ważne i całkiem błahe, w której niewątpliwa gwiazda sceny muzycznej okazuje się po prostu fajnym, inteligentnym, dowcipnym i w gruncie rzeczy prostodusznym (w pozytywnym tego słowa znaczeniu) człowiekiem, którego, po przeczytaniu książki chciałoby się mieć za swojego, chociażby, dobrego znajomego