Opinie

Portal „Czytajmy Polskich Autorów” – recenzja

personal3_txt_1060x200_2

„Życie listami pisane” Agnieszka Stabro (Bellona)

Magdalena Knedler

Często zdarza się tak, że biografia poety jest równie ciekawa, jak jego twórczość. Mało tego. Ciekawsza nawet, jeśli weźmie się pod uwagę choćby literackie dokonania cokolwiek mdłych rymotwórców epoki sentymentalizmu. Taki Franciszek Karpiński – pisał egzaltowane liryki o jaworze i jakichś malinach, a jego życiorys to prawdziwa słodko­gorzka tragikomedia. W wypadku wybitnej polskiej poetki – Marii Pawlikowskiej­Jasnorzewskiej – sprawa przedstawia się inaczej. Mamy tutaj do czynienia z arcy wybitną twórczością i biografią, która sama w sobie zasługuje na miano dzieła sztuki.

Życie listami pisane Agnieszki Stabro ukazuje Pawlikowską­ Jasnorzewską w nieco innym świetle, niż zwykło się ją postrzegać. Na rynku wydawniczym to pozycja pod wieloma względami wyjątkowa.

Maria Pawlikowska­Jasnorzewska była córką słynnego malarza – Wojciecha Kossaka. Dorastała w Kossakówce, wśród artystów i intelektualistów, w atmosferze przesyconej sztuką przez duże „S”. Podobne warunki musiały ukształtować jej umysł i wrażliwość w konkretny sposób, wpłynąć na dalsze życie, które nie mogło przecież być zwyczajne, prozaiczne, wypełnione nudnymi obowiązkami, gotowaniem, sprzątaniem i wychowywaniem wiecznie usmarkanych dzieci. Maria nigdy nie zostanie matką. Nigdy nie zostanie wzorową żoną, spełniającą zachcianki męża. Nigdy nie przystosuje się do trudnych warunków życia, nigdy nie przestanie cenić sobie wygód, zbytku, męskiej adoracji i inteligentnych rozmów. I futer. Nowego futra Maria również nigdy sobie nie odmówi, choćby miała je nabyć za ostatnie pieniądze, choćby miała później głodować. Bo Maria nie jest zwykłą kobietą, nie zgadza się na patriarchat, na męską dominację, na załatwianie codziennych „sprawunków”. Woli położyć się w ogrodzie na ziemi i słuchać, jak rośnie trawa… Pawlikowska­Jasnorzewska trzykrotnie wychodzi za mąż. Bzowski okazuje się dla niej zbyt intelektualnie ograniczony, prymitywny. Nie rozumie poetki, nie rozumie ciągłej potrzeby pisania, nie rozumie słuchania trawy. Chce zjeść obiad i pójść z żoną na eleganckie przyjęcie do jakiejś tam hrabiny. I najlepiej, żeby Maria nie ubierała się w te dziwne stroje. I żeby się nie odzywała, bo kiedy już zacznie… Mąż numer dwa, Pawlikowski, okazuje się ucieleśnieniem romantycznych marzeń artystki. Przystojny, inteligentny, oczytany. To właśnie w trakcie trwania drugiego małżeństwa Pawlikowska pisze swoje najpiękniejsze liryki miłosne, wspina się na twórcze wyżyn i zdobywa uznanie. Jest zaślepiona miłością, żyje snem, pisze do męża płomienne listy, osacza go uczuciem z każdej strony. A on? On zaczyna się dusić, nudzić. I chce mieć dziecko, którego wreszcie się doczeka. Nie z Marią, rzecz jasna. Pawlikowski odchodzi do młodszej kobiety, a poetka pogrąża się w depresji. Dopiero z trzecim mężem – Jasnorzewskim – dojdzie do jako takiego porozumienia. Ale nie do końca. Ona nie potrafi przecież „normalnie”, zawsze coś sobie znajdzie. Jakiś zapłon, który wywoła prawdziwą ognistą burzę. A Jasnorzewski będzie z Marią do końca. Śpi na podłodze przy szpitalnym łóżku, kiedy jego żona – chora na raka – umiera w bólu, później zaś długo nie może dojść do siebie. Cierpi do końca życia. Z takiej miłości nigdy nie można się wyzwolić.

Życie listami pisane, jak już wspomniałam, to pozycja pod wieloma względami wyjątkowa. Przede wszystkim z uwagi na sposób przedstawienia czytelnikom postaci słynnej polskiej poetki. Tradycja literacka ukazuje Pawlikowską­Jasnorzewską jako eteryczną istotę, egzaltowaną artystkę, zawsze zadbaną, elegancką, otoczoną wianuszkiem wielbicieli. Agnieszka Stabro postanowiła odbrązowić poetkę, przez co niezwykle ją uczłowieczyła, pomogła zrozumieć to, co mogło dziać się w głowie Marii, przybliżyła system wartości i warunki, w których dorastała i żyła. Stabro podkreśla nieustającą potrzebę pisania Pawlikowskiej, ukazuje twórczość jako proces organiczny, coś odgórnie nakazanego, biologicznie zdeterminowanego. Pawlikowska nie potrafi nie pisać. Jeśli nie tworzy poezji, ślęczy nad swoim dziennikiem, notuje wszystko. Każdą myśl, każdą emocję, każdy ból. O radości pisze mało. Dziennik ma spełniać funkcję terapeutyczną, pomagać zrozumieć rzeczywistość, nazwać i oswoić to, co trudne do zaakceptowania. Z listów i notatek wyłania się szczególny obraz Marii Pawlikowskiej­Jasnorzewskiej – to portret kobiety, która swoje życie poświęciła sztuce i która chciała, by cała jej egzystencja przypominała przemyślane, z pietyzmem wykreowane arcydzieło. A tak się przecież stać nie mogło. Wojna, bieda, choroba… Drapieżna fizjologia, która zrównuje człowieka ze zwierzęciem, czyni z niego trybik wielkiej machiny, jaką jest natura. Z tym poetka nigdy nie mogła się pogodzić. Z nieubłaganą biologią. Z tym, że ktoś stworzył ją z tak wielką precyzją, a później bezmyślnie zniszczył.

Książka Agnieszki Stabro przykuwa uwagę ciekawą formą, pięknym językiem, balansującym na granicy poezji i prozy, stylistycznym wyczuciem, przede wszystkim zaś niezwykłą wrażliwością, z którą potraktowany został temat. Stabro pisze o Jasnorzewskiej tak, jakby ją znała, lubiła, akceptowała z całym dobrodziejstwem inwentarza. Opowiadać w ten sposób to naprawdę wielka sztuka. Warto sięgnąć po Życie listami pisane. Polecam.