Poezja

„Kontury istnienia” wybór wierszy

5527403231_b2310065da_b

Bez

Przez szparę w drzwiach

Po cichu

Na palcach

Wpłynął zapach bzu

Przyniósł mi w darze lato

Trzymając w ręce

Wypłowiale wspomnienie

Smaku twoich ust

Pełnych malinowej trucizny

Przypadkiem

Jest życie

Jak są smaki jego

dźwięki

zapachy

kolory

Czas szybszy

od zmrużenia powiek

Są chwile nieuchwytne

nieprzemijające

jak są

ciepłe oddechy

kolejnych świtów

Czas szybszy od

długich sekund oczekiwań

Jest cisza prawdziwa

jak prawdziwy jest

szelest skrzydeł

odlatujących aniołów

bo znów nie udało im się

otworzyć

czarnych studni oczu

***

Rano

dom pachnie

ciepłem

niedokończonych snów

przerwanych marzeń

Resztki nocy śpią jeszcze

pod powiekami

przychodzisz,odchodzisz…

Chwila

Świerszcze grają

I pachnie wiosną

z dalekich łąk

Świat

wciąż znika

i rodzi się znów

Spod przymknięty powiek

nie widzimy

jak mija czas

Pustka
Pustką

tą w sobie

można śmiać się

oddychać

śnić

Można pić wódkę z przyjacielem

palić papierosy

głaskać pieska

I można udawać

że to wszystko jeszcze cię bawi

chociaż naprawdę

jest ci już wszystko jedno

Rachunki

Za wszystko w życiu się płaci

prędzej czy później

Im później tym gorzej

Rosną odsetki spłaty

czujność uśpiona pozwala

planować

marzyć

śnić

Wezwanie spłaty zawsze przychodzi nagle

tak późno

że zapominamy już że to po prostu

zwykłe wyrównanie rachunków

Jesień
Wojtkowi

Jesień kolorowa

jak moja miłość do Ciebie

Żółta

zazdrością o spojrzenia dla smukłych brzóz

O liście dawnych

nie naszych

pocałunków

oddechów

słów

wydarzeń

Zielona nadzieją

na lepsze słońca

przyszłe ranki

pochowane po kątach uśmiechy

I czerwona

niegasnącym wciąż żarem

płonąca niedogasającym nigdy ogniem

bijąca nieustannie ciepłem moich dłoni dla Ciebie

z niewyczerpalnego źródła

z samego środka oceanu mego ciała

***

Każdy wiersz

z gardła wydarty

z głębi rozpaczy wydobyty

morza smutku

wyszarpany z zaciśniętej krtani

Każdy

jak serce bijące na dłoni

jak nerw na zewnętrzu ciała

Ktoś przychodzi i mówi

uroczy

***

jak opisać tęsknotę po tobie

słowa są za ciasne

i nic już nie znaczą

lis mówił że zyskał

coś ze względu na kolor zboża

a Mały Książę mówił

będę sprawiał wrażenie cierpiącego

to wszystko bajki

wyciągam ręce po ciebie

którego już nie ma

i nie dzwoni

ani nie śmieje się

żadna gwiazda

Taksówka

Dokąd mknie ta taksówka ulicami mojego miasta?

mojego?

Po drodze mijamy latarnie

i życiowe zakręty

Siedzimy cicho

by nie spłoszyć tej chwili

która jutro zamieni się w banał

opisany przez kogoś

komu zdaje się

że jest poetą

Sny

Pozwalam wierzyć snom

w niezmienność

i nieuchronność

przebudzenia

pozwalam im śnić sny

które wżerają się we mnie

i tworzą rany

nie do zagojenia

okruchy rzeczywistości

tkwią wciąż

na końcówkach moich rzęs

to nic

zetrę je rano jak zwykle

stanę przed tobą

udając

że jestem prawdziwa

Powroty

Ciągle te powroty i rozstania

człowiek by się już przyzwyczaił

do widoku lokomotywy za zakrętem

ziejących pustką oczu elektrowozu

a ty idiotko

znowu płaczesz

łzy płyną po policzku

chyba z przyzwyczajenia

wycierasz je ostrożnie

rękawem płaszcza

tak żeby się nie rozmazać

serce wciąż boli tak samo

chociaż zmieniają się pory roku

i kąciki jego oczu

a czy on znowu tak cię kocha

nie przynosi codziennie kwiatów

nie myje naczyń

nie ściele łóżka

rzuca byle gdzie

swoje koszule

i stare zdjęcia

z dawnych czasów

gdy przychodzi deszcz

płaczesz cicho nad sobą

w ostatnim wagonie pociągu

Po tobie

Nic nie mam po tobie

oprócz tęsknoty bez końca

i bez początku

Tylko tyle

zdążyłeś mi zostawić

Portretowe zdjęcie bez ramki

w poplamionej kopercie

Niedoszli kochankowie

Spotykamy się po latach

my

niedoszli kochankowie

Nigdy nie byliśmy zbyt blisko

trzymaliśmy się za ręce

kradliśmy nieśmiałe pocałunki

nie wchodziliśmy do naszych światów

z których tak trudno potem zniknąć

Siedzimy teraz obok siebie

słowa płyną same

jakbyśmy widzieli się wczoraj i nic się nie wydarzyło

Znów tak bliscy i tak dalecy

jak kiedyś

Poczekalnia

W poczekalni moich myśli

jest wieczna cisza

mewy latają wysoko

i czuć duszący zapach bzu

Czasem ktoś zajrzy przez brudną szybę

ale któżby chciał wchodzić w nicość

zanurzać się w pustkę

więc drzwi pozostają zamknięte

-odkąd tu jesteś

moje myśli szybują do gwiazd

***

Pogrążeni

w wielkim niebycie

Co tylko pozornie

zwie się istnieniem

przecieramy codziennie twarze

kroplami deszczu

I zmywamy starannie

ślady

wczorajszych dni

***

opleciona najcieńszymi z nici

krótkimi chwilami

rozciągającymi się w wieczność

wyciągam ręce ku tobie

który jesteś tylko

srebrzystą poranną rosą

zbyt nierealną

by zatrzymać sie tutaj na dłużej

***

Rozpisać siebie na dźwięki

zapachy

obłoki

siedząc

nad czarną

niespokojną taflą

jeziora wszechrzeczy

***

Na starych fotografiach pozostały tylko odciski cudzych palców. Z czarno-białych tafli szkła ulepionych z powietrza, patrzą przed siebie twarze obce, zastygłe na wyblakłym od słońc papierze. Czas zatrzymany w gestach, spojrzeniach, papierosowym dymie, nie płynie dalej po jasnych szynach nieuchronności, spowity w szarości minionych dni. Pamięć, jak czarna studnia, nie zna jasnych promieni słońca. Z mgły wciąż wyłaniają się tylko kontury.

Ciemność

Latarnie dnia

W deszczu świecą najjaśniej

A ciemność

dobra jak chleb

soczysta

Jak owoc południowej ziemi

Bezszeptną nocą

szukamy źródeł

naszych cieni

na pościeli

utkanej z gwiazd własnych ciał

Ciemność

dobra jak chleb

Zapiski z Muzeum Powstania Warszawskiego
Powstańczy Disneyland

jak zwykle pełen wycieczek

dzwonią telefony-zabawki

ktoś przypadkiem

podeptał sztuczną mogiłę

Zza rogu

machają do nas papierowi mali powstańcy

Wszyscy się uśmiechają

bo przecież oni jak my

Tez śmiali się

kochali

bawili

Baczyński

jakoś wstydliwie

żałośnie

upchnięty

gdzieś między sztucznym kanałem

a makietą samolotu

krzyczy:

„Jeno wyjmij mi z tych oczu

szkło bolesne – obraz dni,

które czaszki białe toczy

przez płonące łąki krwi.

Jeno odmień czas kaleki,

zakryj groby płaszczem rzeki,

zetrzyj z włosów pył bitewny,

tych lat gniewnych

czarny pył”

Krzyk niezauważony ginie

wśród sztucznych odgłosów

bombardowania

***

Już tęsknię

chociaż myślałam

że to uczucie mam już dawno za sobą

I że już nigdy aż tak

Zawiesiłeś nową tęczę

znowu wyciągam ręce

po kolory słów

Uczę się słuchać

i chodzić po kruchym poczuciu

ciepła twojego oddechu

Znowu się śmieję naprawdę

do błękitu twoich oczu

Ciemność zostawiam za sobą