Moje impresje

Impresje z Bieszczad

20150907_172152-1-1-1

Dziś prawdziwych Bieszczad już nie ma…

Patrząc na rządki domków letniskowych wyrastające na dzikich terenach, eleganckie ciągi apartamentów czy skupiska zwykłych, pospolitych przyczep, chciałoby się sparafrazować tekst znanej piosenki: „Dziś prawdziwych Bieszczad już nie ma”. Kto żyw, kto zdrów, ten stawia maleńką chatkę i korzysta z bieszczadzkich uroków a rzesza turystów co rok zasiedla niezamieszkane obszary i dociera tam, gdzie niedawno było pusto i cicho. Czy Bieszczady z piosenek Wojtka Bellona, SDMu, Wolnej Grupy Bukowiny to mityczna, nieistniejąca już kraina? Bieszczady opisywane przez Stachurę bezpowrotnie minęły, podobnie jak próżno szukać „Bazy ludzi umarłych” w bieszczadzkich gęstwinach, co nie oznacza jednak, że wraz z końcem ery bieszczadzkich aniołów zniknęły magiczne miejsca, w których czas się zatrzymał.

W wakacje odwiedziłam jedno z nich. Nie będę pisać, gdzie dokładnie się znajduje, aby nie zdradzać sekretu domowników; wystarczy powiedzieć, że dotarcie tam jest skomplikowane i wymaga uporu oraz samozaparcia, jednak warte jest trudu. Piękne widoki na solińskie jezioro, konie żyjące niemal wolno i gospodarze witający gości jak dobrych, starych znajomych, mili, gościnni i tak otwarci jak chyba już nigdzie. Pozwalający na moment wejść do ich pięknego świata oddalonego od cywilizacji, zgiełku oraz szumu, lecz zarazem trudnego, wypełnionego ciężką, katorżniczą pracą, surowego oraz wymagającego. Dopóki tu nie trafiłam, myślałam, że już nigdy nie zobaczę koni pędzących w stronę jeziora, chłepczących radośnie wodę i ganiających się po łące. Za ten widok i za ten dzień bardzo Wam dziękuję, bo przywróciliście mi wiarę w Bieszczady. Bieszczady co prawda zalane chińską tandetą, zagraniczną muzyką, kiczem oraz bezguściem, ale mimo wszystko nadal oferujące piękne widoki, wspaniałe przestrzenie, cudne połoniny i ciepło tutejszych ludzi, ich bezpośredniość oraz bezinteresowną przyjaźń.

W dzisiejszym zwariowanym świecie trzeba uparcie szukać takich ludzi i takich miejsc. Oddalić się od obszarów dokąd zmierzają wszyscy, aby poczuć na ramieniu skrzydło bieszczadzkiego anioła, przytulić się do końskiej grzywy, spędzić dzień na byciu tu i teraz, na przyjacielskich rozmowach, pozornie błahych, a zarazem niosących tyle treści i na braterskim milczeniu… Prawdziwe Bieszczady jednak jeszcze istnieją, trzeba tylko wiedzieć, gdzie ich poszukiwać… Jak najcenniejszego skarbu, który paradoksalnie tak łatwo jest przeoczyć…