Moje impresje

Czerwcowa impresja

konie

Pierwszy, prawdziwy, upalny, wakacyjny dzień lata przywiał zapachy znane z dzieciństwa na wsi u dziadków. Tego, pachnącego świeżo skoszoną trawą, rumiankiem na łące, chłodem pobliskiej rzeki, końmi sąsiada i czerwcowym popołudniem, kiedy ziemia oddaje  nagromadzone przez dzień ciepło.

A także tysiącem innych, niedefiniowalnych, nieuchwytnych zapachów, takich, które noszę w sobie przez całe życie, a które teraz rozgościły się we mnie, nabrzmiały gęstym, drżącym, letnim powietrzem, wkradły się w zakamarki oczu, zawilgotniały na końcówkach rzęs. Przyniosły głosy, wspomnienia, obrazy, klisze pamięci.

Tak pachnie tylko lato na wsi, tak pachnie tylko czas darowany, wyjęty ze sztywnych ram rzeczywistości, czas mityczny, nie do powtórzenia, tak pachnie tylko przeszłość. Ta, którą chcemy pamiętać, do której wraca się, gdy jest źle, aby znowu zanurzyć nagrzaną słońcem twarz w chłodnej, źródlanej, studziennej wodzie.

Poczuć jej dotyk na sobie, jak kojące słowa matki „Wszystko będzie dobrze”.konie