Moje impresje

….Bo czymże jesteśmy my….

7997864087_f207e4cc8d_b

Rejs statkiem na zachód słońca – piękny widok, bezkresne morze, kołysanie i zachód, jakby namalowany ręką malarza. Delikatny róż, chmury skłębione w przedziwne kształty, ciepła, pomarańczowa poświata. Stałam przy burcie jak urzeczona, nie mogąc oderwać oczu od tej ferii barw, wyjątkowego spektaklu. I byłam jedną z niewielu osób, które obserwowały urzeczone zachód słońca, bo reszta pasażerów oglądała z niemniejszym zapałem… swoje aparaty cyfrowe, a błysk fleszy rozjaśniał pokład statku. Ludzie robili sobie zdjęcia, oglądali je, prosili innych o pstryknięcie fotki. Chyba całkiem zwariowaliśmy przez współczesną technikę, która odbiera nam to, co najpiękniejsze: zachwyt dziecka, umiejętność złapania chwili i utrwalenia jej we własnej a nie cyfrowej pamięci. Urzeczenia się zwyczajnym, prostym pięknem. Pozbawia nas refleksyjności i chwili zadumy nad własną, przepraszam za patetyzm, marnością. Bo czymże jesteśmy my, wobec bezkresu morza i piękna zachodzącego słońca. Jedynie widzami, którzy mieli szczęście przez chwilę zobaczyć prawdzie Piękno, niczym więcej.